FCI - Memo dot. Inbredu
B.DENIS – FCI Acapulco 2007/ corrected 6/2007
Translation: J. Mulholland
MEMO DOT. INBREDU
Autor: Bernard Denis
Acapulco 2007, poprawione czerwiec 2007.
Pytania i dyskusje, odnoszące się do inbredu, pojawiają się stale, mimo że sam temat znany jest już od dawna. Choć dla wielu może się to wydać zaskakujące, to już dziewiętnastowieczni autorzy wnikliwie przedstawili zalety tej metody hodowli, sposoby jej zastosowania, i ryzyko, jakie z sobą niesie. Dyskusje o inbredzie toczyć można w nieskończoność, dlatego niniejsze memo ogranicza się jedynie do podkreślenia najbardziej istotnych zagadnień.
Z genetycznego punktu widzenia, najważniejszym skutkiem stosowania inbredu jest zwiększenie częstości występowania genotypów homozygotycznych, co pociąga za sobą następujące skutki:
- cechy jakościowe, zwłaszcza morfologiczne ( a więc to, co określamy jako „piękno psa”), mogą być szybko utrwalone.
- równocześnie obserwuje się osłabienie ważnych w hodowli cech, takich jak płodność czy odporność na choroby.
- wzrasta częstość występowania wad, uwarunkowanych recesywnymi genami autosomalnymi.
Zjawiska, wymienione w dwóch ostatnich punktach, składają się na tak zwaną „depresję inbreedingową”, będącą przeciwieństwem heterozji („wybujałości mieszańców”), która skutkuje zwiększeniem płodności i odporności, oraz niewielką częstością występowania wad genetycznych.
Skutki inbredu, zarówno te pozytywne, jak i negatywne, są tym silniejsze, im bliższe jest spokrewnienie pary rodzicielskiej. Zasadniczo za bliski inbred uważa się kojarzenie osobników spokrewnionych w obrębie 4 pokoleń, a z a nieznaczny – kojarzenie osobników dalej spokrewnionych. Jeśli jednak przyjąć klasyfikację, stosowaną przez XIX –wiecznych hodowców angielskich, to okaże się ona znacznie dokładniejsza:
- chów wsobny lub bliski inbred to taki, w którym kojarzone osobniki spokrewnione są nie dalej, niż w drugim pokoleniu (brat x siostra, rodzice x dzieci).
- inbred, czyli kojarzenie krewnych trzeciego lub czwartego stopnia (stryj x bratanica, kuzyni drugiego stopnia).
- hodowla liniowa, gdzie kojarzone zwierzęta dzieli przynajmniej pięć pokoleń.
- interbreeding, gdy kojarzone są zwierzęta bardzo daleko spokrewnione; ta metoda hodowli zasadniczo nie spełnia definicji “inbredu”.
Hodowca stosuje inbred wówczas, gdy posiada wybitnego psa, którego cechy chciałby utrwalić w przyszłych pokoleniach. Gdy pies taki skojarzony zostanie ze swym potomkiem, to uzyska się szczenię, posiadające 75% jego genów. Przy kojarzeniu rodzeństwa, mimo, że współczynnik inbredu jest bardzo wysoki, to skutki są bardziej zróżnicowane, ale równie interesujące. Widać tutaj, dlaczego inbred jest tak atrakcyjną metodą hodowli – stanowi on potężne narzędzie selekcji. Przed jej zastosowaniem hodowca powinien jednak zawsze rozważyć ryzyko, jakie podejmuje, nie ma bowiem możliwości przewidzenia, czy i jakie wady genetyczne ujawnią się skutkiem zastosowania inbredu. Jeśli wiadomo, że wystąpiły one u przodków, jest to pewną wskazówką, ale niczym więcej.
Nawet dostępne badania DNA mogą określić ryzyko jedynie w stosunku do pojedynczych genów, zatem stosowanie inbredu jest zawsze powiązane z ryzykiem. W odpowiedzi na pytanie, czy warto go zastosować, można jedynie wskazać na możliwe zalety i skutki negatywne, a gdy już hodowca zdecyduje się na wykorzystanie tej metody, zalecić, by była ona wykorzystywana rozważnie.
Inbredu nie można stosować w nieskończoność, chociaż niektórym hodowcom udaje się długo utrzymywać w swych hodowlach linie, zinbredowane na konkretnego, słynnego przodka. Dzisiaj hodowla w inbredzie może stać się jeszcze trudniejsza, a to z powodu aktywności ekstremistów z kręgów obrońców zwierząt, którzy chcieliby zakazania takich praktyk hodowlanych. Słyszymy nawet, że zabronienie hodowli w pokrewieństwie jest jednym z „praw zwierząt”.
Hodowla w linii jest wartościowym narzędziem w rękach hodowcy. Gdy jest on zadowolony z wyników swej pracy , zarówno, gdy chodzi i wygląd zwierząt, jak i ich zdrowie i cechy hodowlane (płodność, odporność itd.), to wprowadzenie całkiem nowych, obcych genotypów może spowodować utratę tych cech, a nawet wprowadzić niepożądane geny, warunkujące rozmaite wady dziedziczne. Hodowla w linii pozwala na uniknięcie tych niebezpieczeństw, a jednocześnie na utrwalenie cech pozytywnych. Niektórzy hodowcy potrafią przez wiele pokoleń stosować hodowlę w linii, niemniej jednak, prędzej czy później, muszą oni dokonać skojarzenia z całkiem obcą linią („outcross”). Wtedy ważne jest, aby takie skojarzenie nie wniosło nowych, niepożądanych genów, zwłaszcza tych, które są przyczyną chorób dziedzicznych. Po dokonaniu outcrossu można dalej stosować hodowlę w linii.
Warto zaznaczyć, że nawet w przypadku, gdy dany hodowca stosuje inbred przez wiele pokoleń, mimo, że widoczne są jego niepożądane skutki (depresja inbredingowa), to szkody te są ograniczone do tej konkretnej linii. Dlatego hodowla w linii jest, z punktu widzenia dobra rasy, znacznie bezpieczniejsza niż inbred, obejmujący całą populację. Z tym ostatnim przypadkiem mamy do czynienia wówczas, kiedy w hodowli wykorzystywana jest ograniczona, niewielka liczba reproduktorów. Wtedy współczynnik inbredu całej populacji rośnie systematycznie, a hodowcy często nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Skutkiem rosnącego inbredowania populacji jest ograniczenie jej puli genetycznej, a tym samym – zmniejszenie zmienności, bardzo niekorzystne dla przyszłości rasy. Taka sytuacja już teraz dotyczy wielu ras, dlatego kluby hodowców powinny jak najszybciej podjąć działania, zmierzające do zwiększenia zmienności genetycznej w obrębie rasy.
Podsumowując, inbred jest metodą hodowlaną, na której hodowca może oprzeć swój program hodowli i selekcji. Robi to na własne ryzyko, a ewentualne niepożądane konsekwencje zagrażają tylko jego hodowli, można więc powiedzieć, że jest to jego prywatna sprawa.
Co innego wykorzystywanie niewielkiej liczby tych samych reproduktorów przez wszystkich hodowców – taka praktyka prowadzi do zmniejszenia różnorodności genetycznej w obrębie rasy, i jest z pewnością bardzo niebezpieczna dla przyszłości hodowli psów rasowych.
Bernard Denis